Krwawy poranek w Zamościu

Opowiadanie kryminalne w odcinkach. Pisze Michał Krasnowski.

Bezimienny wisiał do góry nogami na marynarskim, grubym sznurze w ciemnej piwnicy. Mrużył oczy, chcąc obudzić się z otępienia. Świat wokół kręcił się jak w karuzeli. Ledwie odzyskał resztki świadomości, a patrząc jak przez mgłę ujrzał dwie znajome postacie.

Ulica Wyszyńskiego (zmierzch):
Bezimienny, gdzie się podziewałeś? Trwa przecież obława – powiedział zdenerwowany Prokurator, stojąc pomiędzy wieżowcami.
Siedziałem w krzakach – powiedział nieco zawstydzony Bezimienny.
Dobrze, że pod śmietnik nie wszedłeś. Pamiętasz? Obok tego, przy którym znaleźli Cię mili staruszkowie – rzucił ironicznie Prokurator.

Bezimienny stał na osiedlu Zamczysko w świetle latarni ulicznej. Jego rozmówca był przyparty do płotu czyjegoś domu.
Mówisz, że Gruby coś widział? – dopytywał się Bezimienny.
Słowo honoru, że tak! – odpowiadał młodzieniec drżąc ze strachu.
No dobra, jesteś wolny – powiedział Bezimienny, po czym zabrał nóż trzymany przy pachwinie młodzieńca. Gdy tylko to zrobił, młokos uciekł w podskokach.

Dwa tygodnie później wizjer w stalowych drzwiach celi Bezimiennego odsunął się raptownie. Ciekawskie oko sierżanta policji spojrzało do wnętrza celi, uważnie się rozglądając. Po chwili wizjer zasunął się. Zamek drzwi chrupnął głośno, otwierając drzwi. Bezimienny leżał, podpierając głowę ręką.

Bezimienny wszedł chwiejnym krokiem do swojego bloku. Był kompletnie pijany. Zatrzymał się przy skrzynkach pocztowych. Wziął głęboki oddech i rozpoczął emocjonującą wyprawę na trzecie piętro.

Drewniane drzwi w budynku komisariatu policji otwierały się na zamek elektroniczny. Bezimienny nerwowo trzymał się za grubą drewnianą kratę, czekając na głośny pisk sygnalizujący możliwość otwarcia drzwi.

Wszystko wyglądało jak w czarno-białym filmie. Bezimienny biegł ulicą Grodzką w stronę Ratusza. Omal nie skręcił sobie kostki, gdy noga omsknęła mu się w stronę rowu kanalizacyjnego.

Panie Profesorze, tylko pan ze swoim doświadczeniem może nam pomóc… – wykrztusił błagalnie Bezimienny podczas rozmowy telefonicznej.
Trzeba szukać w przeszłości. W przeszłości znajdują się wszystkie potrzebne informacje. Niech pan czyta stare gazety, ogląda stare fotografie, filmy – odpowiedział melancholijnie profesor psychiatrii i kryminologii.

Nastał świt. Bezimienny leżał na mokrym betonie, obrócony twarzą do ziemi, a deszcz kapał nieustannie. Dwóch dziarskich panów w podeszłym wieku stało nad nim i żywiołowo komentowało znalezisko.

Bezimienny schodził klatką schodową. Z kieszeni płaszcza wyjął paczkę papierosów i zajrzał do niej z nadzieją. W środku był ostatni papieros.