wtorek, 16.01.2018

#11 Zamknąć za sobą drzwi

#11 Zamknąć za sobą drzwi

Opowiadanie pisze

Michał Krasnowski

Bezimienny wisiał do góry nogami na marynarskim, grubym sznurze w ciemnej piwnicy. Mrużył oczy, chcąc obudzić się z otępienia. Świat wokół kręcił się jak w karuzeli. Ledwie odzyskał resztki świadomości, a patrząc jak przez mgłę ujrzał dwie znajome postacie.

Rzucił od niechcenia:
Cześć wujku. Dawno się widzieliśmy.
Jeden ze staruszków odparł:
Masz dobrą pamięć. Nie widziałem Cię od dziecka. Jak mnie rozpoznałeś?
Blizna pod prawym okiem. Masz ją od czasów wojny. Przynajmniej tak wynika z historii rodzinnych – wymamrotał z bólem Bezimienny.
To fakt. Jak już mówiłem, masz doskonałą pamięć. Teraz to bez znaczenia, bo za chwilę umrzesz, ale zanim to się stanie pocierpisz jeszcze trochę – odpowiedział wuj Bezimiennego, po czy wziął kabel elektryczny podłączony do prądu i zaczął przykładać go do ciała Bezimiennego, rażąc go boleśnie.

W chwilach przerwy pomiędzy rażeniem, towarzysz wuja uderzał Bezimiennego raz po raz ciosem sierpowym wymierzonym w wątrobę. Sekundy zmieniały się w minuty, minuty w godziny, kiedy Bezimienny ciągle wisiał okrutnie torturowany w obskurnej piwnicy.

Na widok czegoś takiego ludzie zadają sobie pytanie: dlaczego? W filmach zabójca zazwyczaj wyjaśnia, dlaczego czyni zło. Bezimienny przesłuchiwał wielu zbrodniarzy w swojej przeszłości. Beznadzieja i bezsens… Oto, w jakiej sytuacji się znalazł.

Staruszkowie wyszli na papierosa, a Bezimienny czuł się jak balon, z którego uszło całe powietrze. W tym stanie zdecydował się na desperacki krok – zaczął łamać sobie ręce w nadgarstkach, aby się oswobodzić. Nie czuł bólu. W końcu udało się. Chwycił leżący obok pręt metalowy i zaczaił się tuż za drzwiami.

Chwilę potem usłyszał kroki i gwarną rozmowę. Kiedy dwaj staruszkowie byli już blisko, Bezimienny przystąpił do ataku. Uderzył jednego z nich w głowę. Ten padł jak kłoda na ziemię. Wujek, w obronie swojego leżącego towarzysza, rzucił się na Bezimiennego z całym impetem i powalił go na ziemię. Odebrał mu metalowy pręt i okładał go bez litości. Nie wiadomo jak długo to trwało. Oczy Bezimiennego zachodziły mgłą.

Nagle padł strzał, potem drugi. To Prokurator przybył z odsieczą, zabijając wuja i dobijając jego towarzysza. Następnie uklęknął nad Bezimiennym i powiedział:
Już po wszystkim. Dasz radę stary.
Chwycił go za rękę, tak jak żołnierz umierającego kolegę na polu bitwy.
Wybacz, że Ci nie powiedziałem – wymamrotał Bezimienny.
Jego ostatnie słowa brzmiały: — Chciałem sam zamknąć za sobą te drzwi.

© autor/źródło: Michał Krasnowski; opracowanie/korekta: Portal Zamojski
Zobacz także:
  • #10 Dark sorrow

    #10 Dark sorrow

    Ulica Wyszyńskiego (zmierzch):
    Bezimienny, gdzie się podziewałeś? Trwa przecież obława – powiedział zdenerwowany Prokurator, stojąc pomiędzy wieżowcami.
    Siedziałem w krzakach – powiedział nieco zawstydzony Bezimienny.
    Dobrze, że pod śmietnik nie wszedłeś. Pamiętasz? Obok tego, przy którym znaleźli Cię mili staruszkowie – rzucił ironicznie Prokurator.