Andrzej Piotrowski, Veolia

Dziś (18 lipca) odbędzie się protest ws. budowy spalarni odpadów w Zamościu. Z Andrzejem Piotrowskim, kierownikiem projektu Waste to Energy Veolia Energia Polska, rozmawia Adrian Such.

Dziś odbędzie się protest przeciwników budowy spalarni w Zamościu. Czy nie boicie się, że takie akcje ostatecznie zablokują wasze plany?

Chciałbym zacząć od tego, że zupełnie nie rozumiem dlaczego organizatorzy tego protestu podejmują takie działania. Do tej pory nie wykazali najmniejszej chęci zapoznania się z faktami dotyczącymi naszych planów budowy instalacji termicznego przetwarzania odpadów. Mogę powiedzieć więcej – pomimo wielu prób zaproszenia do szerszej dyskusji na ten temat, konsekwentnie odmawiali swojego udziału. Nasze próby udzielania odpowiedzi na pojawiające się – na profilach społecznościowych organizatorów sprzeciwu – rzeczowe pytania mieszkańców skończyły się tym, że odebrano nam dostęp, a wszystkie nasze odpowiedzi zostały skasowane.

Trudno nie odnieść wrażenia, że ci którzy „zarządzają” tym protestem wręcz nie chcą, żeby do ich grupy docierały jakiekolwiek fakty.

Fakty, czyli?

Na świecie działa kilka tysięcy instalacji termicznego przetwarzania odpadów (spalarnie). Tylko w Europie działa ich ponad 500, z czego 8 w Polsce. Świat już dawno zauważył, że nie poradzi sobie z odpadami w inny sposób jak poprzez recykling, odzysk surowców i termiczne przetwarzanie na ciepło lub energię elektryczną tych odpadów, które są kaloryczne, ale nie da się ich już przetworzyć w żaden inny sposób. Przodują w tym szczególnie kraje skandynawskie, gdzie ochrona środowiska jest priorytetem. Przeciwko takim instalacjom nie protestują żadne organizacje ekologiczne, bo wiedzą, że wysokosprawna technologia nie ma negatywnego wpływu na środowisko i jest ludziom potrzebna.

Chce Pan powiedzieć, że palenie śmieci nie zatruwa atmosfery?

Palenie śmieci w domowym piecu lub w ogrodzie bardzo zatruwa powietrze i atmosferę. Chyba każdy mógł się o tym przekonać czując w zimę unoszący się nieprzyjemny zapach w powietrzu. Nie można jednak porównywać domowych pieców do przemysłowej instalacji termicznego przetwarzania odpadów. Stosowane w tych instalacjach temperatury spalania oraz systemy oczyszczania spalin sprawiają, że te instalacje są niskoemisyjne. Emisje są niższe niż ze spalania gazu. Co więcej, rygorystyczne przepisy prawa nakazują prowadzenie stałego monitoringu emisji przez inwestora. Emisje są kontrolowane w czasie rzeczywistym przez Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska, a ich wartości są widoczne dla każdego mieszkańca dzięki informacjom w internecie oraz na specjalnych tablicach, często ulokowanych w miejscach publicznych.

A dioksyny? Przeciwnicy twierdzą, że ich emisja nie jest mierzona, a przecież dioksyny są wielkim zagrożeniem dla zdrowia ludzi.

Dotknął Pan jednego z największych mitów. Każdy specjalista, który zna się na tych związkach powie Panu, że dioksyny i furany ulegają rozkładowi termicznemu w temperaturach rzędu 850-1000 stopni Celsjusza, czyli takich jakie występują w spalarniach (instalacjach termicznego przekształcania odpadów). Najwięcej tych związków wytwarza się podczas spalania w niskich temperaturach, czyli takich jakie są w domowych piecach. Emisje dioksyn ze spalarni są monitorowane. Ich poziom jest bardzo mały – 0,012 grama rocznie.

Można śmiało powiedzieć, że więcej tych związków emituje się do atmosfery podczas grilla opalanego węglem drzewnym lub palenia węglem w piecu lub drewnem w kominku. Grill jest szczególnym przypadkiem, ponieważ powstające dioksyny akumulują się w przygotowywanych potrawach, które następnie są konsumowane. Dioksyny od zawsze były w przyrodzie i jak widać można z nimi żyć. Ja osobiście nie zamierzam rezygnować z potraw z grilla.

Rozumiem, że porównanie spalarni do grilla to żart.

Nie, nie żartuję jeżeli chodzi o grilla jak i dioksyny ze spalarni. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale takie są fakty. Źródłem dioksyn i furanów w atmosferze i glebie są głównie piece domowe, a także naturalne procesy występujące w przyrodzie, takie jak pożary lasów czy łąk.

Krakowski Alarm Smogowy zlecił badanie poziomu dioksyn w jajach kur z wolnego wybiegu z kilku miejscowości z województwa małopolskiego i śląskiego. Wyniki były zatrważające. W jajach kur z badanych miejscowości stwierdzono duże przekroczenia poziomu dioksyn. Rekord padł w Rabce, gdzie przekroczenia były 4-krotne. Nigdzie tam nie ma żadnych spalarni odpadów. Jeżeli przeprowadzilibyśmy podobne badania w okolicach Zamościa, to wyniki byłyby podobne.

Może jednak przeciwnicy mają rację twierdząc, że w Zamościu, który jest uznawany za Perłę Renesansu, nie ma miejsca na taką instalację?

Zamość jest przepięknym miastem, a jego starówka jest słusznie wpisana na Listę UNESCO, jednak Zamość nie jest jedynym takim miejscem w Europie.

Często przytaczamy przykład Wiednia – miasta także wpisanego na Listę UNESCO. Tam działają trzy spalarnie, z których najstarsza wielokrotnie modernizowana działa od początku lat 70.

Zamość często nazywany jest Padwą Północy. W tej prawdziwej Padwie również działa spalarnia odpadów i to w ścisłej zabudowie miejskiej. W najbogatszej dzielnicy Europy, czyli w Monte Carlo w Monako, też jest spalarnia. Tych przykładów można mnożyć, bo tego typu instalacje już na trwałe wpisały się w otoczenie.

To, że ta instalacja przyniesie wam korzyści to pewne, a co zyskają mieszkańcy?

Powstanie tej instalacji przyniesie korzyści wszystkim. Inaczej jej budowa nie miałaby sensu. Nam pozwoli na zmniejszenie uzależnienia od węgla, którego ceny stale rosną. Rosną także ceny tzw. Certyfikatów za emisje CO2. Działamy na rynku regulowanym. Nasze ceny ciepła ustala raz do roku Urząd Regulacji Energetyki. Jeżeli w międzyczasie wzrastają ceny węgla, to my ponosimy ten koszt. Zależy nam także, żeby ceny ciepła nie rosły. Ich dalszy wzrost może doprowadzić do zmniejszenia naszej konkurencyjności w porównaniu do innych źródeł.

Dla mieszkańców Zamościa możliwość wykorzystania własnych odpadów do produkcji ciepła oznacza zarówno stabilizację cen odbioru odpadów, jak również cen ciepła. Mieszkańcy tych gmin, gdzie działają spalarnie, mają stabilne ceny odbioru odpadów i nie muszą się obawiać podwyżek. Skorzysta też środowisko. Dzięki planowanej instalacji będziemy mogli zaspokoić 22 proc. obecnego zapotrzebowania na ciepło i wyeliminujemy emisję pochodzącą ze spalania 8,5 tys. ton węgla rocznie. To jest tyle ile średnio zużywa się do ogrzania 1100 domów o niskiej termoizolacji i powierzchni 120 m kw.

Co chciałby Pan powtórzyć protestującym? Wiem, że będzie Pan tam obecny.

Ponownie zaproszę ich do dialogu. Każdy ma prawo do wyrażania opinii. Nie oznacza to jednak zgody na posługiwanie się mitami i kłamstwami. Nie można wykorzystywać naturalnego strachu ludzi przed nieznanym. Szczególnie wtedy, gdy rozmawia się o rzeczach ważnych ekonomicznie i środowiskowo. Chcemy uczciwego dialogu i zapraszamy do niego wszystkich, którym zależy na dobru mieszkańców.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Z Andrzejem Piotrowskim, kierownikiem projektu Waste to Energy Veolia Energia Polska, rozmawiał Adrian Such.